sobota, 12 listopada 2016
Wynajęty pokój w pobliskim hotelu, ta noc miała należeć tylko do nich. Plan był prosty: dwoje dorosłych ludzi, dobry alkohol, przyzwoite jedzenie oraz najważniejsi goście wieczoru - erotyka i pożądanie. Czekali niecierpliwie na tą chwilę , spragnieni swoich ciał, nasyceni fantazjami.
On jawił się jej jako mężczyzna pewny siebie, stanowczy. We wcześniejszych rozmowach przejawiał skłonności do dominacji. Czekała na to spotkanie z lekką obawą, nie wiedziała czego może się po nim spodziewać, czy w jego towarzystwie na pewno bedzie bezpieczna.
Wyszedł jej na spotkanie - postawny, elegancko ubrany mężczyzna. Zaniemówiła na jego widok. Zawsze podniecał ją jego widok w garniturze. Musnął jej usta delikatnym pocałunkiem, zapraszając jednocześnie na noc pełną uniesień.
Weszli do hotelowego pokoju. Miała na sobie granatową sukienkę w stylu "małej czarnej", pończochy i czarne szpilki. Jej szarmancki do tej pory towarzysz w jednej sekundzie zmienił się w władczego, surowego Pana. Kazał jej odwrócić się tyłem szeptając, że od tego momentu należy tylko do niego i nie ma prawa sie odezwać bez pozwolenia. Ogarą ją strach, który wzmógł tylko rosnące od dłuższej chwil podniecenie.
" Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie(...). "*
Uniósł jej sukienkę i dał mocnego klapsa w nagi pośladek. Kazał położyć się na łóżku tak aby widział jej wypięte pośladki. Kątem oka widziała twarz swojego Pana, w podnieceniu jego oczy zdawały się przybierać groźny wraz nieokiełznanej rządzy. Powoli zdjął z niej koronkowe stringi, przechodząc jednocześnie do pieszczenia jej najbardziej intymnego zakamarka...
"Lubię, kiedy ją rozkoszi żądza odmieni,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się z mdlejącym uśmiechem(...)."*
Lubił napluć jej do ust i uderzyć w twarz. Uwielbiała to! Był silny i stanowczy, każdy jego ruch był świadomy i przemyślany tak aby sprawić jej jak największą rozkosz.
"I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania przyznać,
że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się ust i spojrzenia(...)."*
To nie był zajęczy pęd pary nastolatków a seks na najwyższym poziomie dwojga świadomych swojej seksualności ludzi - długo, namiętnie i bez skrępowania.
Wspólną noc dokończyli siedząc nago naprzeciwko siebie z drinkiem w ręku. Zbliżyli się wtedy do siebie nie tylko fizycznie. Długa rozmowa rysowała obraz ich osobowości.
To było kolejne spotkanie, które uświadomiło im jak nietuzinkowy charakter będzie miała ta znajomość.
"Lubię to - i te chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata."*
* - Kazimierz Przerwa-Tetmajer " Lubię, kiedy kobieta..."
CZYTAJ DALEJ
Erotyk
Wynajęty pokój w pobliskim hotelu, ta noc miała należeć tylko do nich. Plan był prosty: dwoje dorosłych ludzi, dobry alkohol, przyzwoite jedzenie oraz najważniejsi goście wieczoru - erotyka i pożądanie. Czekali niecierpliwie na tą chwilę , spragnieni swoich ciał, nasyceni fantazjami.
On jawił się jej jako mężczyzna pewny siebie, stanowczy. We wcześniejszych rozmowach przejawiał skłonności do dominacji. Czekała na to spotkanie z lekką obawą, nie wiedziała czego może się po nim spodziewać, czy w jego towarzystwie na pewno bedzie bezpieczna.
Wyszedł jej na spotkanie - postawny, elegancko ubrany mężczyzna. Zaniemówiła na jego widok. Zawsze podniecał ją jego widok w garniturze. Musnął jej usta delikatnym pocałunkiem, zapraszając jednocześnie na noc pełną uniesień.
Weszli do hotelowego pokoju. Miała na sobie granatową sukienkę w stylu "małej czarnej", pończochy i czarne szpilki. Jej szarmancki do tej pory towarzysz w jednej sekundzie zmienił się w władczego, surowego Pana. Kazał jej odwrócić się tyłem szeptając, że od tego momentu należy tylko do niego i nie ma prawa sie odezwać bez pozwolenia. Ogarą ją strach, który wzmógł tylko rosnące od dłuższej chwil podniecenie.
" Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie(...). "*
Uniósł jej sukienkę i dał mocnego klapsa w nagi pośladek. Kazał położyć się na łóżku tak aby widział jej wypięte pośladki. Kątem oka widziała twarz swojego Pana, w podnieceniu jego oczy zdawały się przybierać groźny wraz nieokiełznanej rządzy. Powoli zdjął z niej koronkowe stringi, przechodząc jednocześnie do pieszczenia jej najbardziej intymnego zakamarka...
"Lubię, kiedy ją rozkoszi żądza odmieni,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się z mdlejącym uśmiechem(...)."*
Lubił napluć jej do ust i uderzyć w twarz. Uwielbiała to! Był silny i stanowczy, każdy jego ruch był świadomy i przemyślany tak aby sprawić jej jak największą rozkosz.
"I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania przyznać,
że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się ust i spojrzenia(...)."*
To nie był zajęczy pęd pary nastolatków a seks na najwyższym poziomie dwojga świadomych swojej seksualności ludzi - długo, namiętnie i bez skrępowania.
Wspólną noc dokończyli siedząc nago naprzeciwko siebie z drinkiem w ręku. Zbliżyli się wtedy do siebie nie tylko fizycznie. Długa rozmowa rysowała obraz ich osobowości.
To było kolejne spotkanie, które uświadomiło im jak nietuzinkowy charakter będzie miała ta znajomość.
"Lubię to - i te chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata."*
* - Kazimierz Przerwa-Tetmajer " Lubię, kiedy kobieta..."
CZYTAJ DALEJ
wtorek, 23 sierpnia 2016
CZYTAJ DALEJ
"Ta nasza miłość"
Raz sprawdza się, innym razem szwankuje. Wzlatuje, by innym razem spaść na pysk. Prawdziwa jest, bo trwa na przekór wszystkiemu i wszystkim. Być może mogłaby być mniej burzliwa. Nie byłaby jednak wtedy tak mocna. Przed nami kolejny sprawdzian. Wierzę w nas Ukochana.
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
CZYTAJ DALEJ
Miłość wyjątkowo (nie)idealna
To miała być prosta relacja:
bez zobowiązań, bez problemów i obowiązków. Beztroskie chwile spędzone razem,
taka odskocznia od rzeczywistości…. Jednak już po pierwszym spotkaniu oboje
wiedzieliśmy, że ta znajomość taka nie będzie.
Intensywność smsów jak u
nastolatków ( po miesiącu znajomości biling wskazał kilka tysięcy wysłanych
wiadomości), telefony w drodze do pracy i spotkania tak często jak to tylko
było możliwe.
Przyznaję, na początku byłam
zołzą. Nie doceniałam jego zaangażowania, wyznawane uczucia określałam jako
zbyt cukierkowe. Bałam się tego uczucia, długo nie potrafiłam w pełni zaufać
a wszystko to ze strachu, że bajka się niespodziewanie skończy a ja zostanę z zapłakanymi oczami.
Z biegiem czasu uświadomiłam sobie jednak jak wielki błąd popełniłam.
a wszystko to ze strachu, że bajka się niespodziewanie skończy a ja zostanę z zapłakanymi oczami.
Z biegiem czasu uświadomiłam sobie jednak jak wielki błąd popełniłam.
Nasz związek jest wyjątkowo
trudny. Ja do znudzenia rozważna, każdy pomysł musi być pięć razy przemyślany,
tekst musi swoje odczekać. On szalenie spontaniczny, jest pomysł jest
działanie. Oboje niesamowicie uparci. Dodatkowo mamy swoje ograniczenia, nie
jest nam łatwo znaleźć chwilę dla siebie w zabieganym tygodniu, nie możemy
również pozwolić sobie na pełną swobodę spotkań.
Jak zatem udaje nam się przetrwać ?
Nie ma jednej reguły, przepisu
na idealny związek. Czy w ogóle taki istnieje? Czy związek idealny na dłuższą
metę nie byłby nudny?
Nie wiem, nasz na pewno nie
jest idealny. Dużą uwagę przywiązujemy do szczerych rozmów i jak najczęstszych
spotkań. Ten blog został stworzony aby ratować tą specyficzną relację,
chcieliśmy mieć coś co nas połączy, coś tylko naszego. Znaleźliśmy wspólne
pasje, które dodatkowo nas łączą sprawiając jeszcze większą radość z każdego
spotkania. Nie jest łatwo, różnimy się wszystkim ale staramy się budować
wspólny świat takie alter ego codzienności.
Ostatnio na zakręcie,
nieustannie walcząc o łączące nas uczucie, ładując baterie każdym spotkaniem. Przed nami najcięższa próba, musimy ją
przetrwać.
Jestem
całkowicie od Ciebie uzależniona mój Południowcu. Tęsknię jak tylko znikniesz
za zakrętem, drżę na myśl o pocałunku, dotyku dłoni, rumienię się napotykając
Twój wzrok. Jestem gotowa, gdy specyficznym dla Ciebie tonem mówisz „zamknij
się!”.
Jesteś
marzeniem spełnionym w połowie. Nie potrafię już nic bez Ciebie. Najważniejsze,
że Jesteś. Bądź, trwaj, kochaj…
niedziela, 21 sierpnia 2016
CZYTAJ DALEJ
"Fonofobie"
Odgłos widelca przesuwanego po ceramicznym talerzu, tarcie styropianu, metalu o metal, odgłosy wydawane przez marcujące się koty, pies "wylizujący jajka" w środku nocy, mlaskanie, siorbanie. To fonofobie wymienione przez moich znajomych. Zastanawiające jest to, że odgłosy te nie działają na mnie. Nie toleruję natomiast dwóch rodzajów dźwięków: odgłosu jedzonego jabłka (tylko wtedy gdy jest jedzone przez drugą osobę) oraz odgłosu skubania paznokciem o paznokieć. Dźwięki te przeszywają mnie dogłębnie, powodują że kieruję krok jak najdalej od ich źródła. Jakich odgłosów nie Tolerujesz Ty?
środa, 17 sierpnia 2016
CZYTAJ DALEJ
"Motocyklicznie - razem na motocyklu"
O motocyklach wspomniałem Pomorzance na którymś z pierwszych spotkań. Pomysł wspólnego spędzania czasu od razu przypadł nam do gustu. Zima spędzona na przymiarkach odzieży i kasku dla Niej zaowocowała tym, że wraz z nastaniem sprzyjającej aury byliśmy gotowi. Od kilku dni nie widzieliśmy się. Nastał dzień, w którym ziścić miała się umówiona przejażdżka. Jej pierwsza w życiu - nasza pierwsza wspólna. Chwile poprzedzające spotkanie obnażyły poddenerwowanie Pomorzanki. Ekscytacja przechodziła w obawę, ta w kategoryczną niechęć do jazdy, ta ponownie w podekscytowanie. Zjawiła się punktualnie (czyt. 20 minut spóźnienia). Szybki przywitalny pocałunek rozładował nieco jej poddenerwowanie. Sprawnie przybrała odzienie, by po kilku chwilach siedzieć już na miejscu pasażera wtulona we mnie. Poczucie bliskości ukoiło jeszcze bardziej Jej niepokój. Uruchomiłem silnik, nie słyszeliśmy już siebie. Otaczał nas szum wiatru, poczucie pędu, magia zapachów mijanych łąk. Otuleni sobą, wpatrywaliśmy się w swoje spojrzenia w trakcie postojów na światłach. Tych raptem kilkadziesiąt kilometrów przesunęło granicę naszej bliskości. Do powiedzenia "kocham Cię" nie potrzebowaliśmy już słów...
wtorek, 16 sierpnia 2016
CZYTAJ DALEJ
Zdrowe piersi - lubię to!!
Młoda dziewczyna, lat 21.
Podczas codziennej rutynowej toalety wyczuwa na piersi zgrubienie – niewielki
mały guzek. Pierwsza myśl – rak; przerażenie, drżenie dłoni, łzy w oczach i
przekopany Internet w poszukiwaniu informacji. Kolejny dzień, wizyta umówiona u
ginekologa.
Małomiasteczkowy pan doktor ze
znudzoną miną przeprowadza wywiad. Lista standardowych pytań o wiek,
miesiączkę, tabletki antykoncepcyjne, przebyte choroby i ewentualne porody.
Lekarz (L); Dziewczyna (D):
L: Z czym Pani do mnie
przychodzi?
D: Wyczułam guza na piersi.
L: Niech mi Pani przypomni ile
ma Pani lat?
D:21
L: Jest Pani pewna, że to był
guzek? To niemożliwe w Pani wieku, jest Pani za młoda nawet nie mogę zrobić mammografii.
Pierwszy
szok za Nią. Przystępują do USG piersi, na monitorze pojawia się widoczne
zgrubienie o średnicy 5 mm, otoczone tzw. cieniem. Diagnoza: najprawdopodobniej
rak. Skierowanie na marker nowotworowy i instrukcja aby z wynikami zgłosić się
do onkologa.
Wyrok,
ciemność przed oczami, panika. Tylko jej mama głosem rozsądku wprowadza pozorny
spokój, w końcu żaden lekarz nie powinien określać diagnozy bez wykonania
podstawowych badań.
Kolejne
kilka dni było horrorem. Marker nowotworowy nie wykazał żadnych
nieprawidłowości. Następny krok, wizyta u onkologa. Polska rzeczywistość,
najbliższy wolny termin za 3 miesiące. Dziewczyna nie odpuszcza, przy pierwszej
możliwej okazji pyta lekarza czy będzie w stanie zbadać ją jeszcze dzisiaj –
sprawa pilna. Otrzymuje odpowiedź twierdzącą. Doktor pyta o powód wizyty –
guzek. I teraz zaczyna się robić ciekawie, bo jakim cudem można wyczuć 5-cio
milimetrowe zgrubienie!!?? Wyrzuca dziewczynę z gabinetu, ta jednak nie poddaje
się i podniesionym głosem wręcz żąda przeprowadzenia badania. Lekarz mimo
sceptycznego podejścia przeprowadza badanie, odnajduje na piersi guzka. Kolejna
diagnoza na szczęście wyklucza raka.
Jaki z tego
morał?
Drogie Panie
dbajmy o swoje zdrowie za wszelką cenę. Profilaktyka raka piersi jest na
relatywnie wysokim poziomie, niestety świadomość społeczna i podejście lekarzy
pozostawiają wiele do życzenia. Badanie piersi nie musi być nudne i stresujące.
Zaproponujcie wspólną diagnostykę swoim partnerom. To również idealny pretekst
do gry wstępnej ;)
Na filmiku (tutaj) mega przystojni panowie pokazują jak prawidłowo badać piersi. Ach…. jest
na co popatrzeć!!
poniedziałek, 15 sierpnia 2016
CZYTAJ DALEJ
"Motocyklicznie - prolog"
Motocykle towarzyszą mi odkąd pamiętam. Przedmiot pożądania lat dziecięcych, sposób na podryw młodzieżowych, w dorosłym życiu nabrał innego znaczenia. Czym są dziś? To ćwierć tony wielozadaniowego żelastwa, grzeczne kiedy trzeba, wściekłe na zawołanie. Zawiezie do pracy, na wycieczkę, podsunie pomysł na spędzenie czasu (zawsze gdy brak lepszego). Za mną: kilkaset tysięcy kilometrów, kilkukrotne zdrapanie dupska, wielu którzy odeszli na trwałe. Z każdym kolejnym rokiem zwalniam, niezmienną pozostaje jednak radość po każdym uruchomieniu silnika. Nie kręcę głową za dziewczynami. Poza Pomorzanką nie myślę o innych. Odwracam się jednak za każdym razem, gdy przejeżdża motocykl. Tę "zdradę" Musisz wybaczyć Kochanie...
czwartek, 11 sierpnia 2016
CZYTAJ DALEJ
"Kinomania"
Dzień zacząłem spóźniony. To efekt zamiłowania do filmideł wszelkiego rodzaju, które niekiedy zajmują mi część nocy. Kilka nudnych spotkań w pracy nieco mnie otępiło, trzymałem jednak fason nie dając po sobie poznać. Kres przyszedł około 15, zamknąłem zazwyczaj otwarte drzwi biura, żeby nie wciągnąć nikogo z korytarza swoim ziewaniem. Z otwartą paszczą wytrwałem do 15:30, wtedy też opuściłem miejsce "pracy" i pospieszyłem do domu. Kolejne filmidła czekają. Jutro znów będę spóźniony...
sobota, 6 sierpnia 2016
CZYTAJ DALEJ
"Rozważania"
Sentymentalne dziś naszło mnie tak samo niespodziewanie jak niegdyś sakramentalne tak. Powaga myśli nijak miała się do okoliczności - leżę w barłogu, ubrany w piżamę w batmany. Wyglądam w niej jak 14 latek, który zapomniał, że skończył już lat 36. W chwili tej rozmyślam o życiu. Snując kolejne życiowe myśli nachodzi ta najwłaściwsza - zjadłbym arbuza. Czekał w lodówce...
czwartek, 4 sierpnia 2016
Pamiętasz swój tok myślenia z czasów studiów? Ambitnie iść przez życie, osiągnąć sukces. Udział w kołach naukowych, projektach i konferencjach, praktyki u liderów rynku w konkretnej branży. A wszystko po to by w przyszłości mieć szansę zdobywania doświadczenia w międzynarodowej firmie, piąć się po szczeblach kariery.
Obrona dyplomu, kilkadziesiąt wysłanych CV, w końcu przychodzi zaproszenie na rozmowę rekrutacyjną. Pierwsze spotkanie to banał, kilka pytań o doświadczenie, wyobrażenia dotyczące przyszłego stanowiska i oczekiwania finansowe. Szczęście Ci dopisuje, przechodzisz do kolejnego etapu. Tu już ciężej, pani z wyrazem twarzy rasowej suki zadaje masę często niedorzecznych pytań: o największą porażkę/ sukces w życiu, o supermoce jakie chciałbyś posiadać, aż po 10 zastosowań ołówka. Z każdym kolejnym słowem widzisz coraz większe zakłopotanie u swojej rozmówczyni. Do głowy przychodzi Ci myśl, że jakiś psycholog z działu HR ułożył fajny psychotest tylko chyba zapomniał przekazać klucz do odpowiedzi. Udało się zostałeś przyjęty.
Jesteś zwycięzcą, renomowana międzynarodowa firm, świetny socjal: prywatna opieka medyczna, programy motywacyjne multibenefit i multisport. Pierwsze tygodnie mijają w ekspresowym tempie, cała masa szkoleń, zaznajomienie się z każdą procedurą i procesem, sposobem komunikacji. Poznajesz struktury organizacji w której przyszło Ci pracować.
Z biegiem czasu zaangażowanie maleje, uświadamiasz sobie że jesteś tylko trybikiem korporacyjnej maszyny. Twoja praca i wyniki, inicjatywa i kreatywność jaką przejawiasz nie idą w parze z wynagrodzeniem czy uznaniem ze strony przełożonego. Zauważasz, że osoby zajmujące wyższe stanowiska niekoniecznie przejawiają inwencję w rozwiązywaniu problemów, zrzucając większość obowiązków na podległych. Nie widzisz dla siebie szansy awansu, nawet w prywatnym przedsiębiorstwie nepotyzm jest na tyle silnie rozwinięty, aby uniemożliwić rozwój Twojej kariery w strukturach tej firmy.
Polski antropolog Bronisław Malinowski w swojej książce (1929 rok) „Życie seksualne dzikich w północno-zachodniej Melanezji”
"Z obserwacji wynika, że członkowie plemienia nazywani orkami przebywają na terytorium zwanym Mordor średnio osiem godzin przez pięć dni w tygodniu. Niektórzy poświęcają plemieniu nawet kilkanaście godzin w ciągu doby, co jest niezwykle cenione przez wodza i starszyznę i ma wpływ na pozycję w hierarchii plemienia. Pozostałe dni spędzają z partnerami i wychowują potomstwo - bywa, że partner także jest członkiem plemienia, ale dzieci do osiągnięcia dorosłości pozostają poza nim".
A podobno korporacja jest najwyższą formą rozwoju przedsiębiorstwa……
Większość z Nas zna z autopsji sytuacje opisywane powyżej. Najważniejsze jest aby zidentyfikować swoje własne potrzeby. Części z Was odpowiada taka forma pracy, inni postanawiają walczyć z całych sił i pokazać że jednak można awansować i cieszyć się rozwojem kariery w strukturach korpo, kolejni postanowią porzucić etat na rzecz realizacji marzeń o własnej działalności. Popieramy każdą decyzję, bo za każdym z Was stoją indywidualne pobudki.
CZYTAJ DALEJ
Korporacjina socjotechnika
Pamiętasz swój tok myślenia z czasów studiów? Ambitnie iść przez życie, osiągnąć sukces. Udział w kołach naukowych, projektach i konferencjach, praktyki u liderów rynku w konkretnej branży. A wszystko po to by w przyszłości mieć szansę zdobywania doświadczenia w międzynarodowej firmie, piąć się po szczeblach kariery.
Obrona dyplomu, kilkadziesiąt wysłanych CV, w końcu przychodzi zaproszenie na rozmowę rekrutacyjną. Pierwsze spotkanie to banał, kilka pytań o doświadczenie, wyobrażenia dotyczące przyszłego stanowiska i oczekiwania finansowe. Szczęście Ci dopisuje, przechodzisz do kolejnego etapu. Tu już ciężej, pani z wyrazem twarzy rasowej suki zadaje masę często niedorzecznych pytań: o największą porażkę/ sukces w życiu, o supermoce jakie chciałbyś posiadać, aż po 10 zastosowań ołówka. Z każdym kolejnym słowem widzisz coraz większe zakłopotanie u swojej rozmówczyni. Do głowy przychodzi Ci myśl, że jakiś psycholog z działu HR ułożył fajny psychotest tylko chyba zapomniał przekazać klucz do odpowiedzi. Udało się zostałeś przyjęty.
Jesteś zwycięzcą, renomowana międzynarodowa firm, świetny socjal: prywatna opieka medyczna, programy motywacyjne multibenefit i multisport. Pierwsze tygodnie mijają w ekspresowym tempie, cała masa szkoleń, zaznajomienie się z każdą procedurą i procesem, sposobem komunikacji. Poznajesz struktury organizacji w której przyszło Ci pracować.
Z biegiem czasu zaangażowanie maleje, uświadamiasz sobie że jesteś tylko trybikiem korporacyjnej maszyny. Twoja praca i wyniki, inicjatywa i kreatywność jaką przejawiasz nie idą w parze z wynagrodzeniem czy uznaniem ze strony przełożonego. Zauważasz, że osoby zajmujące wyższe stanowiska niekoniecznie przejawiają inwencję w rozwiązywaniu problemów, zrzucając większość obowiązków na podległych. Nie widzisz dla siebie szansy awansu, nawet w prywatnym przedsiębiorstwie nepotyzm jest na tyle silnie rozwinięty, aby uniemożliwić rozwój Twojej kariery w strukturach tej firmy.
Polski antropolog Bronisław Malinowski w swojej książce (1929 rok) „Życie seksualne dzikich w północno-zachodniej Melanezji”
"Z obserwacji wynika, że członkowie plemienia nazywani orkami przebywają na terytorium zwanym Mordor średnio osiem godzin przez pięć dni w tygodniu. Niektórzy poświęcają plemieniu nawet kilkanaście godzin w ciągu doby, co jest niezwykle cenione przez wodza i starszyznę i ma wpływ na pozycję w hierarchii plemienia. Pozostałe dni spędzają z partnerami i wychowują potomstwo - bywa, że partner także jest członkiem plemienia, ale dzieci do osiągnięcia dorosłości pozostają poza nim".
A podobno korporacja jest najwyższą formą rozwoju przedsiębiorstwa……
Większość z Nas zna z autopsji sytuacje opisywane powyżej. Najważniejsze jest aby zidentyfikować swoje własne potrzeby. Części z Was odpowiada taka forma pracy, inni postanawiają walczyć z całych sił i pokazać że jednak można awansować i cieszyć się rozwojem kariery w strukturach korpo, kolejni postanowią porzucić etat na rzecz realizacji marzeń o własnej działalności. Popieramy każdą decyzję, bo za każdym z Was stoją indywidualne pobudki.
wtorek, 2 sierpnia 2016
CZYTAJ DALEJ
"Pracownik Roku 2016"
Wieczorami coś mi zwisa
Nie, nie chodzi o penisa
Wisi bowiem plan mej firmy
Plan kwartalny, plan debilny
Zwykle z rana wcześnie wstaję
Jutro także poudaję
Że zależy na wyniku
Że i działań mych bez liku
A wieczorem...
Plan znów zmieści się otworem
Co kojarzę z okiem w zupie
Powiem wtedy - Mam to w dupie!
piątek, 29 lipca 2016
CZYTAJ DALEJ
"Życie jak z reklamy"
To wlasciwie notoryczny ból głowy połączony z obstrukcją, grypą i przeziębieniem. Nieodzownym elementem "życia" jest trzywarstwowy papier toaletowy, najlepiej pachnacy lawendą. Siedząc na muszli bezwzględnie należy się ubezpieczyć - najlepiej pieniędzmi z krótkoterminowej pożyczki. Zażywszy uprzednio leki na wymienione dolegliwości pamiętać o kolejnej tabletce, by korzeń zapłonął. Nie martwić się, gdy obstrukcja przerodzi się w zaparcie - i na to znajdzie się lek. Posiedzenie wydłuża się? Nachylić głowę nad wannę i umyć włosy "fruktisem". Brak włosów? Nic to! Jest przecież "deix2". Następnie popsikać się "akse" - jedyny sposób, by stać się mężczyzną. Czekać na efekt. Pięć osiemnastek nie przyszło. Pewnie za mało szamponu...
środa, 27 lipca 2016
CZYTAJ DALEJ
Śląsk oczami Pomorzanki
Decyzję o przeprowadzce
podjęłam dość szybko, oczywiście z lekką obawą ale przecież Śląsk to ten sam
kraj i język. Bać mogłam się jedynie mentalności ludzi.
Rzeczywistość szybko
sprowadziła mnie na ziemię… Gdańsk a Gliwice. Kolosalna przepaść! Moje pierwsze
wrażenia? Przestrzeń i piękną architekturę zamieniłam na wąskie uliczki ( o
zgrozo, dwukierunkowe!), ciasnotę, rozpadające się kamienice i kraty w
witrynach sklepowych jak z minionej epoki i oczywiście Śląska gwara ( do tej
pory nie rozumiem nic).
W jednej sekundzie
przypomniały mi się wszystkie ”historie” na temat Śląska: kopalnie i ogromne
kominy z których wydobywają się kłęby dymu, smog, wszechobecna patologia,
zacofanie i brak perspektyw. Mając w głowie wszystkie te uprzedzenia, zaczęłam
wegetację w nowym miejscu. Nienawidziłam wszystkiego; ludzi robiących zakupy w
marketach – najważniejszy koniec własnego nosa, ja tu stoję i mam prawo
zablokować całą alejkę; kierowców – po co komu kierunkowskaz? wymuszą
pierwszeństwo, wjadą na Ciebie a i tak to Ty będziesz winny.
Moja nienawiść do
społeczeństwa sprawiła, że zaczęłam unikać ludzi. Zakupy tylko w nocy lub przez
Internet, jazda autem tylko poza głównymi szklakami komunikacyjnymi.
Wy też tak widzicie Śląsk?
W pewnym momencie powiedziałam
dość! Tak nie można żyć! Przecież wszędzie ludzie tak postępują, nigdzie nie ma
idealnych kierowców a chamstwo i brak kultury spotykamy w każdym większym
skupisku ludności. Zaczęłam szukać pięknych miejsc na Śląsku, zabytków architektury,
ciekawych szlaków rowerowych czy pieszych. Chciałam poznać historię miejsca w
którym przyszło mi żyć.
Pomógł mi w tym Południowiec z pokładami wiedzy na
temat regionu, pokazał najbliższe okolice przedstawiając dzieje poszczególnych
miejsc. Na dłuższe spotkania wybieramy dalsze zakątki z pięknymi widokami.
Dzięki Niemu
Śląsk to nie zaścianek Polski
czy koniec świata gdzie nic się nie dzieje a jedynym miejsce pracy jest
kopalnia. To nie tylko wielkie blokowiska i zaniedbane rozlatujące się kamienice.
Śląsk to przede wszystkim
świetnie rozwinięta sieć dróg ( autostrada A1, A4, droga transportu
średnicowego) a co za tym idzie rozwój przemysłu. Wielkie strefy ekonomiczne,
potężne hale produkcyjne głównie branży Automotive, tysiące miejsc pracy, miliony
w podatkach.
Śląsk to też zabytkowe
kopalnie, piękne widoki i przepiękne zamki.
Regionalna mentalność. Skupisko dużych miast, mieścin i
wsi, ułożonych w bliskiej odległości od siebie, jak w bombonierce. Nigdy nie
wiesz, na co trafisz… Olbrzymia różnorodność charakterów, zwyczajów,
światopoglądów. Tradycje przekazywane z dziada, pradziada. Zderzenie
nowoczesności z hołdowaniem dawnym obyczajom, tą pokręconą „historię” zrozumie
tylko chcący. Górny Śląsk trzeba poczuć. Doświadczyć go wzrokiem, węchem, smakiem,
usłyszeć. A wtedy można się zakochać!
A o to Nasz Śląsk
Katowice
Nie, to nie Paryż - radiostacja w Gliwicach
Zamek w Ogrodzieńcu
wtorek, 26 lipca 2016
CZYTAJ DALEJ
"Emancypantki"
Pisałem już, że pierwiastek męski zanika. Co jednak z kobiecością? I ta ewoluuje. Kobieta-niegdyś delikatna i bezbronna, dziś świadoma swoich potrzeb, samowystarczalna, wyemancypowana. Powab maskuje niekiedy zabójczynię. Zaproszeniem na kawę ryzykujesz obrażenia wielonarządowe i śmierć w męczarniach. Kobiecość zastąpiły spodnie moro, niebawem dołączą do tego czołgi i myśliwce. Wówczas zaproszenie na kawę będzie trzeba gruntownie przemyśleć. Sukienka już nie wystarcza. Stała się równie niestosowna, co męskie spodnie w kolorze innym od różowego...
poniedziałek, 18 lipca 2016
CZYTAJ DALEJ
"Niemowa"
Jak zwykle Spóźniała się. Postanowiłem telefonicznie oznajmić, że spóźnienia - tak dla Niej typowe - nadal mnie denerwują. Postanowiłem przypuścić atak. Zadeklarowałem, że albo Zjawi się tu w przeciągu 10 minut, albo znajdę sobie taką, która spóźniać się nie będzie. Odparła z irytującym spokojem "Ależ Kochanie, przecież nie znajdziesz drugiej tak inteligentnej jak ja". Kontynuując złośliwości dodałem, że w niektórych sprawach inteligencja jest bez znaczenia. Na odpowiedź czekałem 0,6 sekundy - "Mysiaku, po mnie poziom można już tylko zaniżyć". I tak zostałem bez słowa. Zjawiła się po 20 minutach...










