piątek, 29 lipca 2016
CZYTAJ DALEJ
"Życie jak z reklamy"
To wlasciwie notoryczny ból głowy połączony z obstrukcją, grypą i przeziębieniem. Nieodzownym elementem "życia" jest trzywarstwowy papier toaletowy, najlepiej pachnacy lawendą. Siedząc na muszli bezwzględnie należy się ubezpieczyć - najlepiej pieniędzmi z krótkoterminowej pożyczki. Zażywszy uprzednio leki na wymienione dolegliwości pamiętać o kolejnej tabletce, by korzeń zapłonął. Nie martwić się, gdy obstrukcja przerodzi się w zaparcie - i na to znajdzie się lek. Posiedzenie wydłuża się? Nachylić głowę nad wannę i umyć włosy "fruktisem". Brak włosów? Nic to! Jest przecież "deix2". Następnie popsikać się "akse" - jedyny sposób, by stać się mężczyzną. Czekać na efekt. Pięć osiemnastek nie przyszło. Pewnie za mało szamponu...
środa, 27 lipca 2016
CZYTAJ DALEJ
Śląsk oczami Pomorzanki
Decyzję o przeprowadzce
podjęłam dość szybko, oczywiście z lekką obawą ale przecież Śląsk to ten sam
kraj i język. Bać mogłam się jedynie mentalności ludzi.
Rzeczywistość szybko
sprowadziła mnie na ziemię… Gdańsk a Gliwice. Kolosalna przepaść! Moje pierwsze
wrażenia? Przestrzeń i piękną architekturę zamieniłam na wąskie uliczki ( o
zgrozo, dwukierunkowe!), ciasnotę, rozpadające się kamienice i kraty w
witrynach sklepowych jak z minionej epoki i oczywiście Śląska gwara ( do tej
pory nie rozumiem nic).
W jednej sekundzie
przypomniały mi się wszystkie ”historie” na temat Śląska: kopalnie i ogromne
kominy z których wydobywają się kłęby dymu, smog, wszechobecna patologia,
zacofanie i brak perspektyw. Mając w głowie wszystkie te uprzedzenia, zaczęłam
wegetację w nowym miejscu. Nienawidziłam wszystkiego; ludzi robiących zakupy w
marketach – najważniejszy koniec własnego nosa, ja tu stoję i mam prawo
zablokować całą alejkę; kierowców – po co komu kierunkowskaz? wymuszą
pierwszeństwo, wjadą na Ciebie a i tak to Ty będziesz winny.
Moja nienawiść do
społeczeństwa sprawiła, że zaczęłam unikać ludzi. Zakupy tylko w nocy lub przez
Internet, jazda autem tylko poza głównymi szklakami komunikacyjnymi.
Wy też tak widzicie Śląsk?
W pewnym momencie powiedziałam
dość! Tak nie można żyć! Przecież wszędzie ludzie tak postępują, nigdzie nie ma
idealnych kierowców a chamstwo i brak kultury spotykamy w każdym większym
skupisku ludności. Zaczęłam szukać pięknych miejsc na Śląsku, zabytków architektury,
ciekawych szlaków rowerowych czy pieszych. Chciałam poznać historię miejsca w
którym przyszło mi żyć.
Pomógł mi w tym Południowiec z pokładami wiedzy na
temat regionu, pokazał najbliższe okolice przedstawiając dzieje poszczególnych
miejsc. Na dłuższe spotkania wybieramy dalsze zakątki z pięknymi widokami.
Dzięki Niemu
Śląsk to nie zaścianek Polski
czy koniec świata gdzie nic się nie dzieje a jedynym miejsce pracy jest
kopalnia. To nie tylko wielkie blokowiska i zaniedbane rozlatujące się kamienice.
Śląsk to przede wszystkim
świetnie rozwinięta sieć dróg ( autostrada A1, A4, droga transportu
średnicowego) a co za tym idzie rozwój przemysłu. Wielkie strefy ekonomiczne,
potężne hale produkcyjne głównie branży Automotive, tysiące miejsc pracy, miliony
w podatkach.
Śląsk to też zabytkowe
kopalnie, piękne widoki i przepiękne zamki.
Regionalna mentalność. Skupisko dużych miast, mieścin i
wsi, ułożonych w bliskiej odległości od siebie, jak w bombonierce. Nigdy nie
wiesz, na co trafisz… Olbrzymia różnorodność charakterów, zwyczajów,
światopoglądów. Tradycje przekazywane z dziada, pradziada. Zderzenie
nowoczesności z hołdowaniem dawnym obyczajom, tą pokręconą „historię” zrozumie
tylko chcący. Górny Śląsk trzeba poczuć. Doświadczyć go wzrokiem, węchem, smakiem,
usłyszeć. A wtedy można się zakochać!
A o to Nasz Śląsk
Katowice
Nie, to nie Paryż - radiostacja w Gliwicach
Zamek w Ogrodzieńcu
wtorek, 26 lipca 2016
CZYTAJ DALEJ
"Emancypantki"
Pisałem już, że pierwiastek męski zanika. Co jednak z kobiecością? I ta ewoluuje. Kobieta-niegdyś delikatna i bezbronna, dziś świadoma swoich potrzeb, samowystarczalna, wyemancypowana. Powab maskuje niekiedy zabójczynię. Zaproszeniem na kawę ryzykujesz obrażenia wielonarządowe i śmierć w męczarniach. Kobiecość zastąpiły spodnie moro, niebawem dołączą do tego czołgi i myśliwce. Wówczas zaproszenie na kawę będzie trzeba gruntownie przemyśleć. Sukienka już nie wystarcza. Stała się równie niestosowna, co męskie spodnie w kolorze innym od różowego...
poniedziałek, 18 lipca 2016
CZYTAJ DALEJ
"Niemowa"
Jak zwykle Spóźniała się. Postanowiłem telefonicznie oznajmić, że spóźnienia - tak dla Niej typowe - nadal mnie denerwują. Postanowiłem przypuścić atak. Zadeklarowałem, że albo Zjawi się tu w przeciągu 10 minut, albo znajdę sobie taką, która spóźniać się nie będzie. Odparła z irytującym spokojem "Ależ Kochanie, przecież nie znajdziesz drugiej tak inteligentnej jak ja". Kontynuując złośliwości dodałem, że w niektórych sprawach inteligencja jest bez znaczenia. Na odpowiedź czekałem 0,6 sekundy - "Mysiaku, po mnie poziom można już tylko zaniżyć". I tak zostałem bez słowa. Zjawiła się po 20 minutach...
niedziela, 17 lipca 2016
CZYTAJ DALEJ
"Event"
Środek tygodnia, tydzień ubiegły. Wojewódzkie wydarzenie. Na miejscu włodarze miast, ważni urzędnicy, wysokiej rangi mundurowi, politycy związani z rejonem. W środku tego ja, doklejony na siłę - romantyk w krainie prostytutek. Setki uśmiechniętych gąb. Niektóre witają mnie po imieniu. Większości nie kojarzę, odpowiadam bezpiecznie "witam Cię przyjacielu". Odzywam się z rzadka, obserwuję. Średnia nadwagi u pań 15kg, fałdki jak u ludzika Michelin. Średnia u panów 20kg, zapomnieli że co jakiś czas warto dopasować garnitur / mundur do sylwetki. Wciągnięcie brzucha nie pomaga, powoduje jedynie dziwne rozkołysanie sylwetki w chodzie. Tematyka rozmów: wzajemne zapraszanie się na kolejne rauty-niektórzy potwierdzają swoją obecność w kilku różnych miejscach w tym samym terminie. W tle załatwianie posad córkom,zięciom, kochankom. Ryje wciąż te same, z biegiem lat niektóre jedynie bardziej łyse i siwe. Bal grubasów trwa. Niebawem następny, będę i ja - do średniej nadwagi już tuż...
09:28
CZYTAJ DALEJ
"Mina"
Przeglądam zdjęcia. Na każdym wydaję się sympatyczny, a przecież sympatyczny nie jestem. Ba! Często bywam gburem, a na zdjęciach nie widać. Jak zatem wyjść na gbura? To znaczy w życiu wiem, bo przychodzi mi to z łatwością. Ale jak wyjść na zdjęciu? Prężę więc ryj przed lustrem. Ależ ja mam mimikę! Dowiaduję się o istnieniu mięśni, o których wcześniej nie wiedziałem. Staram się upozować na gbura: mięsień jarzmowy podnosi nosowy, obniżacz kącika ust napina się jak struna, żwacz wysuwa się do przodu niczym lemiesz. Warianty ustawień zmieniają się, wymarzona mina gbura jednak nie nadchodzi. Ustawień tak wiele, a efekt niezmienny - wciąż wyglądam jak debil. Lepiej już zostanę "sympatycznym".
wtorek, 12 lipca 2016
CZYTAJ DALEJ
"Litościwy"
Supermarket budowlany. Spoglądam na pana za pulpitem. Nad głową rozpościera się napis "informacja". Wszechstronny pan zna się na wszystkim. Odpowiada na kolejne pytania sklepowych odwiedzaczy - to o śrubkę, nakrętkę, podkładkę, o klasę twardości paneli, łatwozmywalność farby. Jest też zawodowym estetą-nie poddaje się pytany,czy "ładnie", "czy to z tamtym będzie pasować". Co chwilę rozbrzmiewa telefon. Ot "radosny" przerywnik, a w nim "macie takie te, no... zapomniałem nazwy. Takie te uszczelki do umywalki,ale nie tej normalnej,tylko tej co się ją w kuchni montuje. Tylko wie pan, mam dość nietypową". Większość pytających docenia pracę pana kwitując ją zdaniem "to ja się jeszcze zastanowię".Czas kończyć patrzenie na pracę pana. Okażę mu łaskę i nie zadam swojego pytania.
poniedziałek, 11 lipca 2016
Sklepowa kolejka, gorący, parny dzień. Pogoda oraz zamknięcie 5 spośród 6 kas powoduje rozrost kolejki i zniecierpliwienie wśród klientów sklepu. Wśród nich:
CZYTAJ DALEJ
"Typologia sklepowej kolejki"
Sklepowa kolejka, gorący, parny dzień. Pogoda oraz zamknięcie 5 spośród 6 kas powoduje rozrost kolejki i zniecierpliwienie wśród klientów sklepu. Wśród nich:
A) uzurpator: wciskający się poza kolejnością, prawo do miejsca w kolejce uzurpuje sobie stwierdzeniem "stałem tu wcześniej, odszedłem jedynie na chwilę". Kasa oddala się, moja pozycja -1
niedziela, 10 lipca 2016
CZYTAJ DALEJ
"Stęsknieni"
ONA: Długo wyczekiwanie spotkanie w końcu umówione. Nasz wybór
padł na Bielsko Białą, tym razem również przyjechałam spóźniona.
Pierwszy przystanek – Browar Miejski. W ekspresowym
tempie zamawiamy dwie porcje sandacza – w panierce i cieście piwnym. Czekając
na posiłek przeglądamy kartę piw, browar oferuje nam całą gamę ważonych na
miejscu niepasteryzowanych trunków.
ON: Długo wyczekiwane spotkanie. Plan - pokazać Jej Bielsko, połechtać podniebienie czymś smacznym. Ziściło się w "Browarze Miejskim" jednej z moich ulubionych restauracji w tym mieście. Na miejscu dania rybne oraz przypowiastka o sezonowych gatunkach piw tam produkowanych.
sobota, 9 lipca 2016
CZYTAJ DALEJ
"Górny Śląsk oczami gorola"
Mieszkańcem Górnego Śląska stałem się przez przypadek. Wcześniej region znałem jedynie z zasłyszenia. Z czasem zasłyszenie przeszło w słuchanie. Początki nie były łatwe, na każdym kroku odczuwałem swoją odmienność. Osiedlowy warzywniak stał się moim łącznikiem kulturowym. Zacząłem niepewnie "proszę 2 kg ziemniaków" - w odezwie "tyś nie jest nosz?"- jakby nie było to oczywiste.
czwartek, 7 lipca 2016CZYTAJ DALEJ
"Smacznego"
Naszedł mnie smak na żółty ser. Ba, on mnie napadł! Żwawym krokiem podążyłem do spożywczego, stojąc przed przeszkloną witryną trwałem w bezruchu obserwując duży wybór podmiotów łaknienia. Moją uwagę zwrócił belgijski Kazemat. Chcąc upewnić się, że nie jest pleśniowym zapytałem -"Przepraszam, czy ten ser jest pleśniowy?" połykając ślinę cieknącą mi na samą myśl, że już za chwilę skosztuję. Sympatyczna sprzedawczyni odparła - "nie, on tylko jest brudny". Łaknienie minęło. Kupiłem bagietkę...
wtorek, 5 lipca 2016
CZYTAJ DALEJ
"Z życia mrówki"
że brakło czasu na
wszystko. Szybkie śniadanie
ręką prawą, po połknięciu
ostatniego gryza zmiana zawartości
dłoni na szczoteczkę do zębów, w prawej grzebień. Szczotkę zastępuje
kubek, grzebień ręcznik. Szybko wskakuje w
spodnie i t-shirt, z zestawem tym wystąpią trampki. W takim orężu
staję gotowy na podbój świata. Wybiegam na ulicę, motorniczy otworzył zamknięte już drzwi. Litościwy, ludzki -
wiedział że jestem spóźniony. Tramwajowy ścisk,
obserwacja gąb. Wyraz wszystkich twarzy zdaje
się wyrażać myśl „znowu to samo”. Oczy wbite w widok
przesuwający się za oknem, "nibyciekawość", bo miasto od wczoraj
nie zmieniło się wcale. Wysiadka, wbiegam
do budynku, tam mieści się firma. Osiem godzin
powtarzalnych czynności, szefowie „po
znajomości” i setki
symulujących zaangażowanie pracowników słyszących przez
pół życia „ ucz się a do czegoś dojdziesz”. Uczyli się i…. spędzają życie z
kartką i ołówkiem dokonując ciągłego wyboru pomiędzy tym co
konieczne, tym co chcieliby, a tym na co wystarcza. Wśród nich ja. Przyklejony
uśmiech, udawana życzliwość i troska o klienta, korporacyjny
bełkot i socjotechnika. 8 godzin minęło,
cel kwartalny już blisko. Podążam z
powrotem, tramwaj, a potem sklep o
nazwie wdzięcznego owada. A co! Stać mnie
dziś na orange juce i czosnkową bagietę. Dom, prysznic,
wykąpany leżę. Silę się na garść
wieczornych przemyśleń, ale nic ciekawego
nie przychodzi mi do głowy. Jutro znów
poranne „5 minutek" - każdej mrówie
się przecież należy, nawet robotnicy,
Choć wolałbym być
wojownikiem...
poniedziałek, 4 lipca 2016
CZYTAJ DALEJ
"Trening czyni mistrza"
Rozpiąć stanik jedną ręką
Poprzez trening fach kształtuję
Jednym palcem wykonuję...
niedziela, 3 lipca 2016
CZYTAJ DALEJ
"Bociany przyleciały"
Śląsk Cieszyński odwiedzili Bocianowa i Bocian, nasi znajomi z Łodzi.
Wybyliśmy im na spotkanie, którego miejscem miała stać się cieszyńska starówka.
Do spotkania z Boćkami zostało jeszcze kilka godzin.
Kołując motocyklem w umówionym kierunku
Wybyliśmy im na spotkanie, którego miejscem miała stać się cieszyńska starówka.
Do spotkania z Boćkami zostało jeszcze kilka godzin.
Kołując motocyklem w umówionym kierunku
mieliśmy więc trochę czasu, by zboczyć nieco z trasy. Ustroń
przywitał nas mżawką, podniebienia podpowiadały ochotę na kawę,
łaknienie dyktowało smak słodki. Łakomstwo w całość miała spoić
naleśnikarnia o wdzięcznej nazwie "Delicje". Nie zawiedliśmy
się, galopujące smaki przegnały: kawa, naleśnik z owocami i panna cotta.
Łakomstwo uśpione, czas ruszać w dalszą drogę. Przez Wisłę,
Koniaków, drogami czeskimi dotarliśmy do Cieszyna. Na miejscu garść
uścisków i byliśmy w komplecie. Życzliwość Strażników Miejskich
umożliwiła zaparkowanie pojazdów na płycie rynku. W pełnym składzie
udaliśmy się na obiad. Wybór padł na restaurację .... mieszczącą
się przy samym rynku. Radujące się ze spotkania buzie nie zamykały nam
się. Wtem zjawił się kelner, rozdając karty dań arogancjo zapytał
"nie widzieli państwo szklanki?!". Żadne z nas nie uchwyciło
znaczenia tej wypowiedzi. Pierwszy o co chodzi zapytał Bocian. Kelner
uskuteczniając swój arogancki ton kontynuował konfrontując się z nami
cyt. "stała tu szklanka, stolik był zajęty, nie widać
było?". Bocian szkolony w pracy z klientem odparł, że sądziliśmy
że szklanka została na stole po poprzednim gościu. Zawzięty kelner
brnął dalej "nie można do toalety wyjść?!". Nie byłem
szkolony jak Bocian. Oznajmiłem jednak "grzecznie" cyt. "Ty
pierdolony chamie! Czy nie można zacząć inaczej?!". Kulturą
wypowiedzi ująłem pozostałych gości restauracji, ich gwar odszedł w
nieznanym kierunku. W miejscu tym zgodnie stwierdziliśmy, że czas
pokierować krok gdzieś indziej.
Pomysł podsunęła żeńska część bocianiego gniazda - obiady domowe.
Ogromne porcje klasycznych smaków nasyciły wszystkich.
Wyrzuty sumienia nakazały rozchodzić to przejedzenie...
Ekipę brzuchatych przeciągnąłem po dobrze znanych mi zakątkach
miasta. Cieszyńska wenecja jak z akwarel Orszulika, Rotunda romańska
znana z 20 złotowego banknotu, piastowska wieża wystarczyły, by
zaciekawić gości jednocześnie ich nie zanudzając. Pozwoliły się
także pozbyć części obżarstwa jakiemu oddaliśmy się przed chwilą...
Deficyt wypoconych kalorii nadgoniliśmy lodami. Całości dopełniła
szpetna pani w zielonych wzbudzająca zachwyt Boćka i zgodną niechęć
dziewczyn oraz kupa, w którą Weszła Moja Ukochana...
...Dnia miała dopełnić wycieczka do Międzybrodzia Żywieckiego.
Przebita opona w naszym motocyklu pokrzyżowała jednak plany. Mus w sprayu
nabyty na stacji uszczelnił oponę na tyle, by w asyście Boćków
doturlać się do domu.
piątek, 1 lipca 2016CZYTAJ DALEJ
"A gdyby świat był jak Minecraft"
Zgłodniałem. Z paska szybkiego wyboru wybieram jedną rzecz do jedzenia. Kajzerka jakaś kwadratowa. Kroję-spada poziom trwałości noża. "Craftuję" kolejny z drewna i żelaza wykopanego z łatwością w ogrodzie. Palenisko w kuchni grzeje wodę na herbatę. Nagle zapada ciemność. Zapomniałem, że dzień trwa jakieś 10 minut. W tle słyszę jazgot. Creeper? Nie to sąsiad Stefan znów wrócił pod wpływem. Ma teraz słuchowisko - jazgotem kieruje Zuzia, jego 120 kilogramowa ukochana. Pasek zdrowia Stefka kurczy się. Po pierwsze wałkiem raniła go Zuzia, po drugie nie dostał obiadu, Zuzia zła bowiem. Uprawiałby rolę, albo wędkę scraftował. Wolał zrobić butlę, jak wielu mu podobnych. Zuzia nazywa go świnią, mnie przypomina owcę (barana) - bo wciąż kocha Zuzię. On sam ma się za wilka. Na szyi "wilka" czerwona obroża. Jeśli jak Stefek będę Zastrzel. Jeśli Będziesz jak Zuzia, to ja zastrzelę.















