sobota, 12 listopada 2016

Erotyk



Wynajęty pokój w pobliskim hotelu, ta noc miała należeć tylko do nich.  Plan był prosty: dwoje dorosłych ludzi, dobry alkohol, przyzwoite jedzenie oraz najważniejsi goście wieczoru - erotyka i pożądanie. Czekali niecierpliwie na tą chwilę , spragnieni swoich ciał, nasyceni fantazjami.
On jawił się jej jako mężczyzna pewny siebie, stanowczy. We wcześniejszych rozmowach przejawiał skłonności do dominacji. Czekała na to spotkanie z lekką obawą, nie wiedziała czego może się po nim spodziewać,  czy w jego towarzystwie na pewno bedzie bezpieczna.

Wyszedł jej na spotkanie - postawny, elegancko ubrany mężczyzna.  Zaniemówiła na jego widok. Zawsze podniecał ją jego widok w garniturze. Musnął jej usta delikatnym pocałunkiem,  zapraszając jednocześnie na noc pełną uniesień.

Weszli do hotelowego pokoju. Miała na sobie granatową sukienkę w stylu "małej czarnej", pończochy i czarne szpilki.  Jej szarmancki do tej pory towarzysz w jednej sekundzie zmienił się w władczego, surowego Pana. Kazał jej odwrócić się tyłem szeptając, że od tego momentu należy tylko do niego i nie ma prawa sie odezwać bez pozwolenia.  Ogarą ją strach,  który wzmógł tylko rosnące od dłuższej chwil podniecenie.

" Lubię,  kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi  się wilgotne rozchylą bezwiednie(...). "*

Uniósł jej sukienkę i dał mocnego klapsa w nagi pośladek. Kazał położyć się na łóżku tak aby widział jej wypięte pośladki. Kątem oka widziała twarz swojego Pana, w podnieceniu jego oczy zdawały się przybierać groźny wraz nieokiełznanej rządzy. Powoli zdjął z niej koronkowe stringi, przechodząc jednocześnie do pieszczenia jej najbardziej intymnego zakamarka...

"Lubię, kiedy ją rozkoszi żądza odmieni,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim,  urywanym oddycha oddechem
i oddaje się z mdlejącym uśmiechem(...)."*

Lubił napluć jej do ust i uderzyć w twarz. Uwielbiała to! Był silny i stanowczy, każdy jego ruch był świadomy i przemyślany tak aby sprawić jej jak największą rozkosz.

"I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania przyznać,
że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją,  a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się ust i spojrzenia(...)."*

To nie był zajęczy pęd pary nastolatków a seks na najwyższym poziomie dwojga świadomych swojej seksualności ludzi - długo, namiętnie i bez skrępowania.

Wspólną noc dokończyli siedząc nago naprzeciwko siebie z drinkiem w ręku. Zbliżyli się wtedy do siebie nie tylko fizycznie. Długa rozmowa rysowała obraz ich osobowości.
To było kolejne spotkanie, które uświadomiło im jak nietuzinkowy charakter będzie miała ta znajomość.

"Lubię to - i te chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata."*



* - Kazimierz Przerwa-Tetmajer " Lubię, kiedy kobieta..."

CZYTAJ DALEJ
wtorek, 23 sierpnia 2016

"Ta nasza miłość"


Raz sprawdza się, innym razem szwankuje. Wzlatuje, by innym razem spaść na pysk. Prawdziwa jest, bo trwa na przekór wszystkiemu i wszystkim. Być może mogłaby być mniej burzliwa. Nie byłaby jednak wtedy tak mocna. Przed nami kolejny sprawdzian. Wierzę w nas Ukochana.
CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Miłość wyjątkowo (nie)idealna



To miała być prosta relacja: bez zobowiązań, bez problemów i obowiązków. Beztroskie chwile spędzone razem, taka odskocznia od rzeczywistości…. Jednak już po pierwszym spotkaniu oboje wiedzieliśmy, że ta znajomość taka nie będzie.

Intensywność smsów jak u nastolatków ( po miesiącu znajomości biling wskazał kilka tysięcy wysłanych wiadomości), telefony w drodze do pracy i spotkania tak często jak to tylko było możliwe.

Przyznaję, na początku byłam zołzą. Nie doceniałam jego zaangażowania, wyznawane uczucia określałam jako zbyt cukierkowe. Bałam się tego uczucia, długo nie potrafiłam w pełni zaufać
a wszystko to ze strachu, że bajka się niespodziewanie skończy a ja zostanę z zapłakanymi oczami.
Z biegiem czasu uświadomiłam sobie jednak jak wielki błąd popełniłam.

Nasz związek jest wyjątkowo trudny. Ja do znudzenia rozważna, każdy pomysł musi być pięć razy przemyślany, tekst musi swoje odczekać. On szalenie spontaniczny, jest pomysł jest działanie. Oboje niesamowicie uparci. Dodatkowo mamy swoje ograniczenia, nie jest nam łatwo znaleźć chwilę dla siebie w zabieganym tygodniu, nie możemy również pozwolić sobie na pełną swobodę spotkań.

Jak zatem udaje nam się przetrwać ?
Nie ma jednej reguły, przepisu na idealny związek. Czy w ogóle taki istnieje? Czy związek idealny na dłuższą metę nie byłby nudny?
Nie wiem, nasz na pewno nie jest idealny. Dużą uwagę przywiązujemy do szczerych rozmów i jak najczęstszych spotkań. Ten blog został stworzony aby ratować tą specyficzną relację, chcieliśmy mieć coś co nas połączy, coś tylko naszego. Znaleźliśmy wspólne pasje, które dodatkowo nas łączą sprawiając jeszcze większą radość z każdego spotkania. Nie jest łatwo, różnimy się wszystkim ale staramy się budować wspólny świat takie alter ego codzienności.

Ostatnio na zakręcie, nieustannie walcząc o łączące nas uczucie, ładując baterie każdym spotkaniem.  Przed nami najcięższa próba, musimy ją przetrwać.

Jestem całkowicie od Ciebie uzależniona mój Południowcu. Tęsknię jak tylko znikniesz za zakrętem, drżę na myśl o pocałunku, dotyku dłoni, rumienię się napotykając Twój wzrok. Jestem gotowa, gdy specyficznym dla Ciebie tonem mówisz „zamknij się!”.


Jesteś marzeniem spełnionym w połowie. Nie potrafię już nic bez Ciebie. Najważniejsze, że Jesteś. Bądź, trwaj, kochaj…
CZYTAJ DALEJ
niedziela, 21 sierpnia 2016

"Fonofobie"



Odgłos widelca przesuwanego po ceramicznym talerzu, tarcie styropianu, metalu o metal, odgłosy wydawane przez marcujące się koty, pies "wylizujący jajka" w środku nocy, mlaskanie, siorbanie. To fonofobie wymienione przez moich znajomych. Zastanawiające jest to, że odgłosy te nie działają na mnie. Nie toleruję natomiast dwóch rodzajów dźwięków: odgłosu jedzonego jabłka (tylko wtedy gdy jest jedzone przez drugą osobę) oraz odgłosu skubania paznokciem o paznokieć. Dźwięki te przeszywają mnie dogłębnie, powodują że kieruję krok jak najdalej od ich źródła. Jakich odgłosów nie Tolerujesz Ty?
CZYTAJ DALEJ
środa, 17 sierpnia 2016

"Motocyklicznie - razem na motocyklu"


O motocyklach wspomniałem Pomorzance na którymś z pierwszych spotkań. Pomysł wspólnego spędzania czasu od razu przypadł nam do gustu. Zima spędzona na przymiarkach odzieży i kasku dla Niej zaowocowała tym, że wraz z nastaniem sprzyjającej aury byliśmy gotowi. Od kilku dni nie widzieliśmy się. Nastał dzień, w którym ziścić miała się umówiona przejażdżka. Jej pierwsza w życiu - nasza pierwsza wspólna. Chwile poprzedzające spotkanie obnażyły poddenerwowanie Pomorzanki. Ekscytacja przechodziła w obawę, ta w kategoryczną niechęć do jazdy, ta ponownie w podekscytowanie. Zjawiła się punktualnie (czyt. 20 minut spóźnienia). Szybki przywitalny pocałunek rozładował nieco jej poddenerwowanie. Sprawnie przybrała odzienie, by po kilku chwilach siedzieć już na miejscu pasażera wtulona we mnie. Poczucie bliskości ukoiło jeszcze bardziej Jej niepokój. Uruchomiłem  silnik, nie słyszeliśmy już siebie. Otaczał nas szum wiatru, poczucie pędu, magia zapachów mijanych łąk. Otuleni sobą, wpatrywaliśmy się w swoje spojrzenia w trakcie postojów na światłach. Tych raptem kilkadziesiąt kilometrów przesunęło granicę naszej bliskości. Do powiedzenia "kocham Cię" nie potrzebowaliśmy już słów... 
CZYTAJ DALEJ
wtorek, 16 sierpnia 2016

Zdrowe piersi - lubię to!!


Młoda dziewczyna, lat 21. Podczas codziennej rutynowej toalety wyczuwa na piersi zgrubienie – niewielki mały guzek. Pierwsza myśl – rak; przerażenie, drżenie dłoni, łzy w oczach i przekopany Internet w poszukiwaniu informacji. Kolejny dzień, wizyta umówiona u ginekologa.
Małomiasteczkowy pan doktor ze znudzoną miną przeprowadza wywiad. Lista standardowych pytań o wiek, miesiączkę, tabletki antykoncepcyjne, przebyte choroby i ewentualne porody.
Lekarz (L); Dziewczyna (D):
L: Z czym Pani do mnie przychodzi?
D: Wyczułam guza na piersi.
L: Niech mi Pani przypomni ile ma Pani lat?
D:21
L: Jest Pani pewna, że to był guzek? To niemożliwe w Pani wieku, jest Pani za młoda nawet nie mogę zrobić mammografii.
Pierwszy szok za Nią. Przystępują do USG piersi, na monitorze pojawia się widoczne zgrubienie o średnicy 5 mm, otoczone tzw. cieniem. Diagnoza: najprawdopodobniej rak. Skierowanie na marker nowotworowy i instrukcja aby z wynikami zgłosić się do onkologa.
Wyrok, ciemność przed oczami, panika. Tylko jej mama głosem rozsądku wprowadza pozorny spokój, w końcu żaden lekarz nie powinien określać diagnozy bez wykonania podstawowych badań.
Kolejne kilka dni było horrorem. Marker nowotworowy nie wykazał żadnych nieprawidłowości. Następny krok, wizyta u onkologa. Polska rzeczywistość, najbliższy wolny termin za 3 miesiące. Dziewczyna nie odpuszcza, przy pierwszej możliwej okazji pyta lekarza czy będzie w stanie zbadać ją jeszcze dzisiaj – sprawa pilna. Otrzymuje odpowiedź twierdzącą. Doktor pyta o powód wizyty – guzek. I teraz zaczyna się robić ciekawie, bo jakim cudem można wyczuć 5-cio milimetrowe zgrubienie!!?? Wyrzuca dziewczynę z gabinetu, ta jednak nie poddaje się i podniesionym głosem wręcz żąda przeprowadzenia badania. Lekarz mimo sceptycznego podejścia przeprowadza badanie, odnajduje na piersi guzka. Kolejna diagnoza na szczęście wyklucza raka.


Jaki z tego morał?
Drogie Panie dbajmy o swoje zdrowie za wszelką cenę. Profilaktyka raka piersi jest na relatywnie wysokim poziomie, niestety świadomość społeczna i podejście lekarzy pozostawiają wiele do życzenia. Badanie piersi nie musi być nudne i stresujące. Zaproponujcie wspólną diagnostykę swoim partnerom. To również idealny pretekst do gry wstępnej ;)




Na filmiku (tutaj) mega przystojni panowie pokazują jak prawidłowo badać piersi. Ach…. jest na co popatrzeć!! 
CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 15 sierpnia 2016

"Motocyklicznie - prolog"


Motocykle towarzyszą mi odkąd pamiętam. Przedmiot pożądania lat dziecięcych, sposób na podryw młodzieżowych, w dorosłym życiu nabrał innego znaczenia. Czym są dziś? To ćwierć tony  wielozadaniowego żelastwa, grzeczne kiedy trzeba, wściekłe na zawołanie. Zawiezie do pracy, na wycieczkę, podsunie pomysł na spędzenie czasu (zawsze gdy brak lepszego). Za mną: kilkaset tysięcy kilometrów, kilkukrotne zdrapanie dupska, wielu którzy odeszli na trwałe. Z każdym kolejnym rokiem zwalniam, niezmienną pozostaje jednak radość po każdym uruchomieniu silnika. Nie kręcę głową za dziewczynami. Poza Pomorzanką nie myślę o innych. Odwracam się jednak za każdym razem, gdy przejeżdża motocykl. Tę "zdradę" Musisz wybaczyć Kochanie...

CZYTAJ DALEJ
czwartek, 11 sierpnia 2016

"Kinomania"



Dzień zacząłem spóźniony. To efekt zamiłowania do filmideł wszelkiego rodzaju, które niekiedy zajmują mi część nocy. Kilka nudnych spotkań w pracy nieco mnie otępiło, trzymałem jednak fason nie dając po sobie poznać. Kres przyszedł około 15, zamknąłem zazwyczaj otwarte drzwi biura, żeby nie wciągnąć nikogo z korytarza swoim ziewaniem. Z otwartą paszczą wytrwałem do 15:30, wtedy też opuściłem miejsce "pracy" i pospieszyłem do domu. Kolejne filmidła czekają. Jutro znów będę spóźniony...
CZYTAJ DALEJ
sobota, 6 sierpnia 2016

"Rozważania"



Sentymentalne dziś naszło mnie tak samo niespodziewanie jak niegdyś sakramentalne tak. Powaga myśli nijak miała się do okoliczności - leżę w barłogu, ubrany w piżamę w batmany. Wyglądam w niej jak 14 latek, który zapomniał, że skończył już lat 36. W chwili tej rozmyślam o życiu. Snując kolejne życiowe myśli nachodzi ta najwłaściwsza - zjadłbym arbuza. Czekał w lodówce...

CZYTAJ DALEJ
czwartek, 4 sierpnia 2016

Korporacjina socjotechnika


Pamiętasz swój tok myślenia z czasów studiów? Ambitnie iść przez życie, osiągnąć sukces. Udział w kołach naukowych, projektach i konferencjach, praktyki u liderów rynku w konkretnej branży. A wszystko po to by w przyszłości mieć szansę zdobywania doświadczenia w międzynarodowej firmie, piąć się po szczeblach kariery.
Obrona dyplomu, kilkadziesiąt wysłanych CV, w końcu przychodzi zaproszenie na rozmowę rekrutacyjną. Pierwsze spotkanie to banał, kilka pytań o doświadczenie, wyobrażenia dotyczące przyszłego stanowiska i oczekiwania finansowe. Szczęście Ci dopisuje, przechodzisz do kolejnego etapu. Tu już ciężej, pani z wyrazem twarzy rasowej suki zadaje masę często niedorzecznych pytań: o największą porażkę/ sukces w życiu, o supermoce jakie chciałbyś posiadać, aż po 10 zastosowań ołówka. Z każdym kolejnym słowem widzisz coraz większe zakłopotanie u swojej rozmówczyni. Do głowy przychodzi Ci myśl, że jakiś psycholog z działu HR ułożył fajny psychotest tylko chyba zapomniał przekazać klucz do odpowiedzi. Udało się zostałeś przyjęty.

Jesteś zwycięzcą, renomowana międzynarodowa firm, świetny socjal: prywatna opieka medyczna, programy motywacyjne multibenefit i multisport. Pierwsze tygodnie mijają w ekspresowym tempie, cała masa szkoleń, zaznajomienie się z  każdą procedurą i procesem, sposobem komunikacji.  Poznajesz struktury organizacji w której przyszło Ci pracować.

Z biegiem czasu zaangażowanie maleje, uświadamiasz sobie że jesteś tylko trybikiem korporacyjnej maszyny. Twoja praca i wyniki, inicjatywa i kreatywność jaką przejawiasz nie idą w parze z wynagrodzeniem czy uznaniem ze strony przełożonego. Zauważasz, że osoby zajmujące wyższe stanowiska niekoniecznie przejawiają inwencję w rozwiązywaniu problemów, zrzucając większość obowiązków na podległych. Nie widzisz dla siebie szansy awansu, nawet w prywatnym przedsiębiorstwie nepotyzm jest na tyle silnie rozwinięty, aby uniemożliwić rozwój Twojej kariery w strukturach tej firmy.

Polski antropolog Bronisław Malinowski  w swojej książce (1929 rok) „Życie seksualne dzikich w północno-zachodniej Melanezji”
"Z obserwacji wynika, że członkowie plemienia nazywani orkami przebywają na terytorium zwanym Mordor średnio osiem godzin przez pięć dni w tygodniu. Niektórzy poświęcają plemieniu nawet kilkanaście godzin w ciągu doby, co jest niezwykle cenione przez wodza i starszyznę i ma wpływ na pozycję w hierarchii plemienia. Pozostałe dni spędzają z partnerami i wychowują potomstwo - bywa, że partner także jest członkiem plemienia, ale dzieci do osiągnięcia dorosłości pozostają poza nim".

A podobno korporacja jest najwyższą formą rozwoju przedsiębiorstwa……

Większość z Nas zna z autopsji sytuacje opisywane powyżej. Najważniejsze jest aby zidentyfikować swoje własne potrzeby. Części z Was odpowiada taka forma pracy, inni postanawiają walczyć z całych sił i pokazać że jednak można awansować i cieszyć się rozwojem kariery w strukturach korpo, kolejni postanowią porzucić etat na rzecz realizacji marzeń o własnej działalności. Popieramy każdą decyzję, bo za każdym z Was stoją indywidualne pobudki.


CZYTAJ DALEJ
wtorek, 2 sierpnia 2016

"Pracownik Roku 2016"


Wieczorami coś mi zwisa
Nie, nie chodzi o penisa
Wisi bowiem plan mej firmy
Plan kwartalny, plan debilny
Zwykle z rana wcześnie wstaję
Jutro także poudaję
Że zależy na wyniku
Że i działań mych bez liku
A wieczorem...
Plan znów zmieści się otworem
Co kojarzę z okiem w zupie
Powiem wtedy - Mam to w dupie!

CZYTAJ DALEJ
piątek, 29 lipca 2016

"Życie jak z reklamy"

To wlasciwie notoryczny ból głowy połączony z obstrukcją, grypą i przeziębieniem. Nieodzownym elementem "życia" jest trzywarstwowy papier toaletowy, najlepiej pachnacy lawendą. Siedząc na muszli bezwzględnie należy się ubezpieczyć - najlepiej pieniędzmi z krótkoterminowej pożyczki. Zażywszy uprzednio leki na wymienione dolegliwości pamiętać o kolejnej tabletce, by korzeń zapłonął. Nie martwić się, gdy obstrukcja przerodzi się w zaparcie - i na to znajdzie się lek. Posiedzenie wydłuża się? Nachylić głowę nad wannę i umyć włosy "fruktisem". Brak włosów? Nic to! Jest przecież "deix2". Następnie popsikać się "akse" - jedyny sposób, by stać się mężczyzną. Czekać na efekt. Pięć osiemnastek nie przyszło. Pewnie za mało szamponu...
CZYTAJ DALEJ
środa, 27 lipca 2016

Śląsk oczami Pomorzanki

Decyzję o przeprowadzce podjęłam dość szybko, oczywiście z lekką obawą ale przecież Śląsk to ten sam kraj i język. Bać mogłam się jedynie mentalności ludzi.

Rzeczywistość szybko sprowadziła mnie na ziemię… Gdańsk a Gliwice. Kolosalna przepaść! Moje pierwsze wrażenia? Przestrzeń i piękną architekturę zamieniłam na wąskie uliczki ( o zgrozo, dwukierunkowe!), ciasnotę, rozpadające się kamienice i kraty w witrynach sklepowych jak z minionej epoki i oczywiście Śląska gwara ( do tej pory nie rozumiem nic).

W jednej sekundzie przypomniały mi się wszystkie ”historie” na temat Śląska: kopalnie i ogromne kominy z których wydobywają się kłęby dymu, smog, wszechobecna patologia, zacofanie i brak perspektyw. Mając w głowie wszystkie te uprzedzenia, zaczęłam wegetację w nowym miejscu. Nienawidziłam wszystkiego; ludzi robiących zakupy w marketach – najważniejszy koniec własnego nosa, ja tu stoję i mam prawo zablokować całą alejkę; kierowców – po co komu kierunkowskaz? wymuszą pierwszeństwo, wjadą na Ciebie a i tak to Ty będziesz winny. 
Moja nienawiść do społeczeństwa sprawiła, że zaczęłam unikać ludzi. Zakupy tylko w nocy lub przez Internet, jazda autem tylko poza głównymi szklakami komunikacyjnymi.

Wy też tak widzicie Śląsk?



W pewnym momencie powiedziałam dość! Tak nie można żyć! Przecież wszędzie ludzie tak postępują, nigdzie nie ma idealnych kierowców a chamstwo i brak kultury spotykamy w każdym większym skupisku ludności. Zaczęłam szukać pięknych miejsc na Śląsku, zabytków architektury, ciekawych szlaków rowerowych czy pieszych. Chciałam poznać historię miejsca w którym przyszło mi żyć.
Pomógł  mi w tym Południowiec z pokładami wiedzy na temat regionu, pokazał najbliższe okolice przedstawiając dzieje poszczególnych miejsc. Na dłuższe spotkania wybieramy dalsze zakątki z pięknymi widokami. Dzięki Niemu

Śląsk to nie zaścianek Polski czy koniec świata gdzie nic się nie dzieje a jedynym miejsce pracy jest kopalnia. To nie tylko wielkie blokowiska i zaniedbane rozlatujące się kamienice.
Śląsk to przede wszystkim świetnie rozwinięta sieć dróg ( autostrada A1, A4, droga transportu średnicowego) a co za tym idzie rozwój przemysłu. Wielkie strefy ekonomiczne, potężne hale produkcyjne głównie branży Automotive, tysiące miejsc pracy, miliony w podatkach.
Śląsk to też zabytkowe kopalnie, piękne widoki i przepiękne zamki.


Regionalna mentalność. Skupisko dużych miast, mieścin i wsi, ułożonych w bliskiej odległości od siebie, jak w bombonierce. Nigdy nie wiesz, na co trafisz… Olbrzymia różnorodność charakterów, zwyczajów, światopoglądów. Tradycje przekazywane z dziada, pradziada. Zderzenie nowoczesności z hołdowaniem dawnym obyczajom, tą pokręconą „historię” zrozumie tylko chcący. Górny Śląsk trzeba poczuć. Doświadczyć go wzrokiem, węchem, smakiem, usłyszeć. A wtedy można się zakochać!

A o to Nasz Śląsk

Katowice

Nie, to nie Paryż - radiostacja w Gliwicach

Zamek w Ogrodzieńcu


CZYTAJ DALEJ
wtorek, 26 lipca 2016

"Emancypantki"


Pisałem już, że pierwiastek męski zanika. Co jednak z kobiecością? I ta ewoluuje. Kobieta-niegdyś delikatna i bezbronna, dziś świadoma swoich potrzeb, samowystarczalna, wyemancypowana. Powab maskuje niekiedy zabójczynię. Zaproszeniem na kawę  ryzykujesz obrażenia wielonarządowe i śmierć w męczarniach. Kobiecość zastąpiły spodnie moro, niebawem dołączą do tego czołgi i myśliwce. Wówczas zaproszenie na kawę będzie trzeba gruntownie przemyśleć. Sukienka już nie wystarcza. Stała się równie niestosowna, co męskie spodnie w kolorze innym od różowego...
CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 18 lipca 2016

"Niemowa"


Jak zwykle Spóźniała się. Postanowiłem telefonicznie oznajmić, że spóźnienia - tak dla Niej typowe - nadal mnie denerwują. Postanowiłem przypuścić atak. Zadeklarowałem, że albo Zjawi się tu w przeciągu 10 minut, albo znajdę sobie taką, która spóźniać się nie będzie. Odparła z irytującym spokojem "Ależ Kochanie, przecież nie znajdziesz drugiej tak inteligentnej jak ja". Kontynuując złośliwości dodałem, że w niektórych sprawach inteligencja jest bez znaczenia. Na odpowiedź czekałem 0,6 sekundy - "Mysiaku, po mnie poziom można już tylko zaniżyć". I tak zostałem bez słowa. Zjawiła się po 20 minutach...

CZYTAJ DALEJ
niedziela, 17 lipca 2016

"Event"


Środek tygodnia, tydzień ubiegły. Wojewódzkie wydarzenie. Na miejscu włodarze miast, ważni urzędnicy, wysokiej rangi mundurowi, politycy związani z rejonem. W środku tego ja, doklejony na siłę - romantyk w krainie prostytutek. Setki uśmiechniętych gąb. Niektóre witają mnie po imieniu. Większości nie kojarzę, odpowiadam bezpiecznie "witam Cię przyjacielu". Odzywam się z rzadka, obserwuję. Średnia nadwagi u pań 15kg, fałdki jak u ludzika Michelin. Średnia u panów 20kg, zapomnieli że co jakiś czas warto dopasować garnitur / mundur do sylwetki. Wciągnięcie brzucha nie pomaga, powoduje jedynie dziwne rozkołysanie sylwetki w chodzie. Tematyka rozmów:  wzajemne zapraszanie się na kolejne rauty-niektórzy potwierdzają swoją obecność w kilku różnych miejscach w tym samym terminie. W tle załatwianie posad córkom,zięciom, kochankom. Ryje wciąż te same, z biegiem lat niektóre jedynie bardziej łyse i siwe. Bal grubasów trwa. Niebawem następny, będę i ja - do średniej nadwagi już tuż...
CZYTAJ DALEJ
09:28

"Mina"


Przeglądam zdjęcia. Na każdym wydaję się sympatyczny, a przecież sympatyczny nie jestem. Ba! Często bywam gburem, a na zdjęciach nie widać. Jak zatem wyjść na gbura? To znaczy w życiu wiem, bo przychodzi mi to z łatwością. Ale jak wyjść na zdjęciu? Prężę więc ryj przed lustrem. Ależ ja mam mimikę! Dowiaduję się o istnieniu mięśni, o których wcześniej nie wiedziałem. Staram się upozować na gbura: mięsień jarzmowy podnosi nosowy, obniżacz kącika ust napina się jak struna, żwacz wysuwa się do przodu niczym lemiesz. Warianty ustawień zmieniają się, wymarzona mina gbura jednak nie nadchodzi. Ustawień tak wiele, a efekt niezmienny - wciąż wyglądam jak debil. Lepiej już zostanę "sympatycznym".
CZYTAJ DALEJ
piątek, 15 lipca 2016

"W tym roku w truskawkach coś jest"

Naszła mnie głupawka
Winna temu zjedzona truskawka
Musiała być pryskana
Środkiem na banana...
CZYTAJ DALEJ
wtorek, 12 lipca 2016

"Litościwy"


Supermarket budowlany. Spoglądam na pana za pulpitem. Nad głową rozpościera się napis "informacja". Wszechstronny pan zna się na wszystkim. Odpowiada na kolejne pytania sklepowych odwiedzaczy - to o śrubkę, nakrętkę, podkładkę, o klasę twardości paneli, łatwozmywalność farby. Jest też zawodowym estetą-nie poddaje się pytany,czy "ładnie", "czy to z tamtym będzie pasować". Co chwilę rozbrzmiewa telefon. Ot "radosny" przerywnik, a w nim "macie takie te, no... zapomniałem nazwy. Takie te uszczelki do umywalki,ale nie tej normalnej,tylko tej co się ją w kuchni montuje. Tylko wie pan, mam dość nietypową". Większość pytających docenia pracę pana kwitując ją zdaniem "to ja się jeszcze zastanowię".Czas kończyć patrzenie na pracę pana. Okażę mu łaskę i nie zadam swojego pytania.
CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 11 lipca 2016

"Typologia sklepowej kolejki"


Sklepowa kolejka, gorący, parny dzień. Pogoda oraz zamknięcie 5 spośród 6 kas powoduje rozrost kolejki i zniecierpliwienie wśród klientów sklepu. Wśród nich:

A) uzurpator: wciskający się poza kolejnością, prawo do miejsca w kolejce uzurpuje sobie stwierdzeniem "stałem tu wcześniej, odszedłem jedynie na chwilę". Kasa oddala się, moja pozycja -1

CZYTAJ DALEJ
niedziela, 10 lipca 2016

"Stęsknieni"

ONA: Długo wyczekiwanie spotkanie w końcu umówione. Nasz wybór padł na Bielsko Białą, tym razem również przyjechałam spóźniona.
Pierwszy przystanek – Browar Miejski. W ekspresowym tempie zamawiamy dwie porcje sandacza – w panierce i cieście piwnym. Czekając na posiłek przeglądamy kartę piw, browar oferuje nam całą gamę ważonych na miejscu niepasteryzowanych trunków.

ON: Długo wyczekiwane spotkanie. Plan - pokazać Jej Bielsko, połechtać podniebienie czymś smacznym. Ziściło się w "Browarze Miejskim" jednej z moich ulubionych restauracji w tym mieście. Na miejscu dania rybne oraz przypowiastka o sezonowych gatunkach piw tam produkowanych.




CZYTAJ DALEJ
sobota, 9 lipca 2016

"Górny Śląsk oczami gorola"



Mieszkańcem Górnego Śląska stałem się przez przypadek. Wcześniej region znałem jedynie z zasłyszenia. Z czasem zasłyszenie przeszło w słuchanie. Początki nie były łatwe, na każdym kroku odczuwałem swoją odmienność. Osiedlowy warzywniak stał się moim łącznikiem kulturowym. Zacząłem niepewnie "proszę 2 kg ziemniaków" - w odezwie "tyś nie jest nosz?"- jakby nie było to oczywiste.

CZYTAJ DALEJ
czwartek, 7 lipca 2016

"Smacznego"

Naszedł mnie smak na żółty ser. Ba, on mnie napadł! Żwawym krokiem podążyłem do spożywczego, stojąc przed przeszkloną witryną trwałem w bezruchu obserwując duży wybór podmiotów łaknienia. Moją uwagę zwrócił belgijski Kazemat. Chcąc upewnić się, że nie jest pleśniowym zapytałem -"Przepraszam, czy ten ser jest pleśniowy?" połykając ślinę cieknącą mi na samą myśl, że już za chwilę skosztuję. Sympatyczna sprzedawczyni odparła - "nie, on tylko jest brudny". Łaknienie minęło. Kupiłem bagietkę...

CZYTAJ DALEJ
wtorek, 5 lipca 2016

"Z życia mrówki"

 
Obudziłem się, standardowe 5 minutek jak zwykle spowodowało,
że brakło czasu na wszystko. Szybkie śniadanie ręką prawą, po połknięciu ostatniego gryza zmiana zawartości dłoni na szczoteczkę do zębów, w prawej grzebień. Szczotkę zastępuje kubek, grzebień ręcznik.  Szybko wskakuje w spodnie i t-shirt, z zestawem tym wystąpią trampki. W takim orężu staję gotowy na podbój świata. Wybiegam na ulicę, motorniczy otworzył zamknięte już drzwi. Litościwy, ludzki - wiedział że jestem spóźniony. Tramwajowy ścisk, obserwacja gąb. Wyraz wszystkich twarzy zdaje się wyrażać myśl „znowu to samo”. Oczy wbite w widok przesuwający się za oknem, "nibyciekawość", bo miasto od wczoraj nie zmieniło się wcale. Wysiadka, wbiegam do budynku, tam mieści się firma. Osiem godzin powtarzalnych czynności, szefowie „po znajomości” i setki symulujących zaangażowanie pracowników słyszących przez pół życia „ ucz się a do czegoś dojdziesz”. Uczyli się i…. spędzają życie z kartką i ołówkiem dokonując ciągłego wyboru pomiędzy tym co konieczne, tym co chcieliby, a tym na co wystarcza. Wśród nich ja. Przyklejony uśmiech, udawana życzliwość i troska o klienta, korporacyjny bełkot i socjotechnika. 8 godzin minęło, cel kwartalny już blisko. Podążam z powrotem, tramwaj, a potem sklep o nazwie wdzięcznego owada. A co! Stać mnie dziś na orange juce i czosnkową bagietę. Dom, prysznic, wykąpany leżę. Silę się na garść wieczornych przemyśleń, ale nic ciekawego nie przychodzi mi do głowy. Jutro znów poranne „5 minutek" - każdej mrówie się przecież należy, nawet robotnicy,
Choć wolałbym być wojownikiem...




CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 4 lipca 2016

"Trening czyni mistrza"


Kiedyś było mi udręką

Rozpiąć stanik jedną ręką

Poprzez trening fach kształtuję

Jednym palcem wykonuję...
CZYTAJ DALEJ
niedziela, 3 lipca 2016

"Bociany przyleciały"


  Śląsk Cieszyński odwiedzili Bocianowa i Bocian, nasi znajomi z Łodzi. 
Wybyliśmy im na spotkanie, którego miejscem miała stać się cieszyńska starówka. 
Do spotkania z Boćkami zostało jeszcze kilka godzin. 
Kołując motocyklem w umówionym kierunku
mieliśmy więc trochę czasu, by zboczyć nieco z trasy. Ustroń
przywitał nas mżawką, podniebienia podpowiadały ochotę na kawę,
łaknienie dyktowało smak słodki. Łakomstwo w całość miała spoić
naleśnikarnia o wdzięcznej nazwie "Delicje". Nie zawiedliśmy
się, galopujące smaki przegnały: kawa, naleśnik z owocami i panna cotta.
 
 
 
 
 
 Łakomstwo uśpione, czas ruszać w dalszą drogę. Przez Wisłę,
Koniaków, drogami czeskimi dotarliśmy do Cieszyna. Na miejscu garść
uścisków i byliśmy w komplecie. Życzliwość Strażników Miejskich
umożliwiła zaparkowanie pojazdów na płycie rynku. W pełnym składzie
udaliśmy się na obiad. Wybór padł na restaurację .... mieszczącą
się przy samym rynku. Radujące się ze spotkania buzie nie zamykały nam
się. Wtem zjawił się kelner, rozdając karty dań arogancjo zapytał
"nie widzieli państwo szklanki?!". Żadne z nas nie uchwyciło
znaczenia tej wypowiedzi. Pierwszy o co chodzi zapytał Bocian. Kelner
uskuteczniając swój arogancki ton kontynuował konfrontując się z nami
cyt. "stała tu szklanka, stolik był zajęty, nie widać
było?". Bocian szkolony w pracy z klientem odparł, że sądziliśmy
że szklanka została na stole po poprzednim gościu. Zawzięty kelner
brnął dalej "nie można do toalety wyjść?!". Nie byłem
szkolony jak Bocian. Oznajmiłem jednak "grzecznie" cyt. "Ty
pierdolony chamie! Czy nie można zacząć inaczej?!". Kulturą
wypowiedzi ująłem pozostałych gości restauracji, ich gwar odszedł w
nieznanym kierunku. W miejscu tym zgodnie stwierdziliśmy, że czas
pokierować krok gdzieś indziej.

Pomysł podsunęła żeńska część bocianiego gniazda - obiady domowe.
 Ogromne porcje klasycznych smaków nasyciły wszystkich.
Wyrzuty sumienia nakazały rozchodzić to przejedzenie...

Ekipę brzuchatych przeciągnąłem po dobrze znanych mi zakątkach
miasta. Cieszyńska wenecja jak z akwarel Orszulika, Rotunda romańska 
znana z 20 złotowego banknotu, piastowska wieża wystarczyły, by
zaciekawić gości jednocześnie ich nie zanudzając. Pozwoliły się
także pozbyć części obżarstwa jakiemu oddaliśmy się przed chwilą...

Deficyt wypoconych kalorii nadgoniliśmy lodami. Całości dopełniła
szpetna pani w zielonych wzbudzająca zachwyt Boćka i zgodną niechęć
dziewczyn oraz kupa, w którą Weszła Moja Ukochana...

...Dnia miała dopełnić wycieczka do Międzybrodzia Żywieckiego.
Przebita opona w naszym motocyklu pokrzyżowała jednak plany. Mus w sprayu
nabyty na stacji uszczelnił oponę na tyle, by w asyście Boćków
doturlać się do domu. 

CZYTAJ DALEJ
piątek, 1 lipca 2016

"A gdyby świat był jak Minecraft"

Zgłodniałem. Z paska szybkiego wyboru wybieram jedną rzecz do jedzenia. Kajzerka jakaś kwadratowa. Kroję-spada poziom trwałości noża. "Craftuję" kolejny z drewna i żelaza wykopanego z łatwością w ogrodzie. Palenisko w kuchni grzeje wodę na herbatę. Nagle zapada ciemność. Zapomniałem, że dzień trwa jakieś 10 minut. W tle słyszę jazgot. Creeper? Nie to sąsiad Stefan znów wrócił pod wpływem. Ma teraz słuchowisko - jazgotem kieruje Zuzia, jego 120 kilogramowa ukochana. Pasek zdrowia Stefka kurczy się. Po pierwsze wałkiem raniła go Zuzia, po drugie nie dostał obiadu, Zuzia zła bowiem. Uprawiałby rolę, albo wędkę scraftował. Wolał zrobić butlę, jak wielu mu podobnych. Zuzia nazywa go świnią, mnie przypomina owcę (barana) - bo wciąż kocha Zuzię. On sam ma się za wilka. Na szyi "wilka" czerwona obroża. Jeśli jak Stefek będę Zastrzel. Jeśli Będziesz jak Zuzia, to ja zastrzelę.
CZYTAJ DALEJ
czwartek, 30 czerwca 2016

"Polska - Portugalia"



Trwa Euro 2016. Dziś mecz z Portugalią. W takich właśnie chwilach przypominam sobie o moich talentach sportowych. Zawsze czynię to siedząc, bądź leżąc, niezmiennie jednak przed telewizorem. Muszę być chyba wybitny, bo zawsze mam pewność, że podałbym dokładniej, strzelił celniej, pobiegł szybciej. Spoglądając na wysportowane sylwetki piłkarzy biorę także za pewnik, że nie przeszkodziła by mi w tym znaczna nadwaga, nawet klapki - japonki w których dzierżę stopy. Nigdy nie doznałem urazu. Jestem jednak typem wybitnego, lecz niespełnionego sportowca, któremu kontuzja pokrzyżowała światową karierę. No może tylko kontuzję zastąpiło lenistwo-ćwiczyć nigdy nie lubiłem. W myślach i dziś będę szybszy, lepszy... Kolejnego czipsa popiję trzecią butelką piwa. Mam nadzieję, że chłopaki nie będą odstawać od moich wyobrażeń o sobie... Orły! Do boju! 


P.s. 01.07.2016 r. Jak już wspomniałem - broniłbym lepiej, strzelał celniej, podawał dokładniej ;)
CZYTAJ DALEJ
środa, 29 czerwca 2016

"Paradoks"

Siedząc na ławce wyprostowałem nogi, tak trwałem przez pół godziny. Poczyniłem obserwację. Kto wymyślił białe podeszwy trampek? Dbam o czystość obuwia, mozolne szorowanie białego niweczy jednak pierwsza przechadzka chodnikiem. Niby syf się robi, a każdy chce kupić z białą podeszwą. Przecież to nie ma sensu!            

A jednak kupiłem i ja...
CZYTAJ DALEJ
poniedziałek, 27 czerwca 2016

"On o Niej, Ona o Nim"

Ona jego oczami
Synteza urody, młodości, świeżości i ambicji. W początkach znajomości, zdystansowana, intrygująca, niekiedy apodyktyczna, dwukrotnie nieprzystępna. Z perspektywy czasu: najpiękniejsza, uczuciowa, emocjonalna, wciąż bardziej intrygująca. Mistrz kierownicy zawsze wiedzący jak inny powinni prowadzić, i co dla nich lepsze, cyt. „może zmień bieg”; „nie myślałeś o automatycznej skrzyni biegów?”. Ekspresyjna. W samochodzie często przerywa rozmowę słodkim „ nosz kurwa mać, co za baran!” Czasami „baran” ustępuje „melepecie”. Wykształcona, ambitna, konsekwentna. Fanka owoców liofilizowanych, zegarków, torebek i butów. Potrafi wkurzyć, ma wytłumaczenie na wszystko, w tym notoryczne spóźnienia. Czasami ją uwielbiam, czasami nienawidzę, zawsze kocham.
On jej oczami
Mężczyzna absolutny z silnym charakterem. Stanowczy i bezkompromisowy. Na Jego twarzy czas odcisnął każde życiowe doświadczenie. Potrafi zawstydzić inteligencją i wiedzą. Opanowany kiedy trzeba, wybucha w jednej sekundzie gdy w pobliżu poczuje nutę arogancji. Niepokorny duch. Pan o „lekkim piórze”, zabawne teksty tworzy w przerwie na kawę, siedząc na ławce. Wkurza w mgnieniu oka, by po chwili spojrzeniem i tonem głosu sprawić że miękną mi nogi. Pasja to Jego drugie imię, oczywiście tylko taka która wiąże się z adrenaliną. Nieustraszony as przestworzy szybujący w chmurach na skrzydłach paralotni, ze stoickim spokojem informujący mnie, że spadochron wcale nie jest potrzebny gdyż za nisko lata. Fan motocykli szosowo turystycznych z zapędem do szybkiej jazdy, po wspólne wyprawie z żalem mówiąc „Kocie znowu wszystkie auta mnie wyprzedziły”. Jedyny człowiek, który potrafi opieprzyć jednocześnie motywując. Opiekuńczy i czuły, dżentelmen pod każdym względem. Kocham Go.

CZYTAJ DALEJ

TOP