Śląsk Cieszyński odwiedzili Bocianowa i Bocian, nasi znajomi z Łodzi.
Wybyliśmy im na spotkanie, którego miejscem miała stać się cieszyńska starówka.
Do spotkania z Boćkami zostało jeszcze kilka godzin.
Kołując motocyklem w umówionym kierunku
Wybyliśmy im na spotkanie, którego miejscem miała stać się cieszyńska starówka.
Do spotkania z Boćkami zostało jeszcze kilka godzin.
Kołując motocyklem w umówionym kierunku
mieliśmy więc trochę czasu, by zboczyć nieco z trasy. Ustroń
przywitał nas mżawką, podniebienia podpowiadały ochotę na kawę,
łaknienie dyktowało smak słodki. Łakomstwo w całość miała spoić
naleśnikarnia o wdzięcznej nazwie "Delicje". Nie zawiedliśmy
się, galopujące smaki przegnały: kawa, naleśnik z owocami i panna cotta.
Łakomstwo uśpione, czas ruszać w dalszą drogę. Przez Wisłę,
Koniaków, drogami czeskimi dotarliśmy do Cieszyna. Na miejscu garść
uścisków i byliśmy w komplecie. Życzliwość Strażników Miejskich
umożliwiła zaparkowanie pojazdów na płycie rynku. W pełnym składzie
udaliśmy się na obiad. Wybór padł na restaurację .... mieszczącą
się przy samym rynku. Radujące się ze spotkania buzie nie zamykały nam
się. Wtem zjawił się kelner, rozdając karty dań arogancjo zapytał
"nie widzieli państwo szklanki?!". Żadne z nas nie uchwyciło
znaczenia tej wypowiedzi. Pierwszy o co chodzi zapytał Bocian. Kelner
uskuteczniając swój arogancki ton kontynuował konfrontując się z nami
cyt. "stała tu szklanka, stolik był zajęty, nie widać
było?". Bocian szkolony w pracy z klientem odparł, że sądziliśmy
że szklanka została na stole po poprzednim gościu. Zawzięty kelner
brnął dalej "nie można do toalety wyjść?!". Nie byłem
szkolony jak Bocian. Oznajmiłem jednak "grzecznie" cyt. "Ty
pierdolony chamie! Czy nie można zacząć inaczej?!". Kulturą
wypowiedzi ująłem pozostałych gości restauracji, ich gwar odszedł w
nieznanym kierunku. W miejscu tym zgodnie stwierdziliśmy, że czas
pokierować krok gdzieś indziej.
Pomysł podsunęła żeńska część bocianiego gniazda - obiady domowe.
Ogromne porcje klasycznych smaków nasyciły wszystkich.
Wyrzuty sumienia nakazały rozchodzić to przejedzenie...
Ekipę brzuchatych przeciągnąłem po dobrze znanych mi zakątkach
miasta. Cieszyńska wenecja jak z akwarel Orszulika, Rotunda romańska
znana z 20 złotowego banknotu, piastowska wieża wystarczyły, by
zaciekawić gości jednocześnie ich nie zanudzając. Pozwoliły się
także pozbyć części obżarstwa jakiemu oddaliśmy się przed chwilą...
Deficyt wypoconych kalorii nadgoniliśmy lodami. Całości dopełniła
szpetna pani w zielonych wzbudzająca zachwyt Boćka i zgodną niechęć
dziewczyn oraz kupa, w którą Weszła Moja Ukochana...
...Dnia miała dopełnić wycieczka do Międzybrodzia Żywieckiego.
Przebita opona w naszym motocyklu pokrzyżowała jednak plany. Mus w sprayu
nabyty na stacji uszczelnił oponę na tyle, by w asyście Boćków
doturlać się do domu.

Brak komentarzy
Prześlij komentarz